Wspomnienia

Ślady Janotów Bzowskich w prasie łódzkiej

Skład Naczelnej Rady Organizacji Ziemiańskich

Teresa Skarżyńska

Teresa Skarżyńska, była córką Andrzeja Kunachowicza i Heleny z Bzowskich. urodziła się 17 września 1925 roku. Ojciec Jej służył w legionach od początku ich istnienia. Po odzyskaniu niepodległości został oficerem zawodowym. Jego rodzina przenosiła się tam, gdzie dostał przydział służbowy. W czasie kiedy pozostawał bez przydziału przebywała w Drogini – majątku Bzowskich. Z opowieści Mamy wyłania się obraz radosnego dzieciństwa. Droginia to rodzinny dom – do którego się zawsze wracało, Dziadzio Kazimierz, Babcia Wanda, ciotki i wujowie, kuzyni i kuzynki. Wszyscy pełni radości życia i kochający się wzajemnie. Z miejsc w których służył tato najwięcej wspomnień dotyczyło Lwowa. Mama Określiła go jako wyjątkowo wesołe miasto w którym zawsze się coś działo. Z racji wielonarodowości i wielokulturowości Lwowa to zupełnie zrozumiałe. Wraz z matką, ojcem i młodszym bratem przenosiła się do Bielska, Torunia, Warszawy, Lwowa, Rzeszowa. W 1939 roku Ojciec Andrzej wraz ze swoim pułkiem wyruszył na wojnę. Potem zaczęła się wielka ucieczka jak określiła to Mama w swoich wspomnieniach z lat 1939 – 1945. Wozem drabiniastym Mama z Babcią Heleną i bratem Krzysztofem, ciocią Lu i innymi krewnymi dojechali do Trześni gdzie dogonili ich Niemcy i potem do Rzeszowa. Następnie wszyscy wrócili do Drogini. O wydarzeniach, które nastąpiły potem, o łapankach, zbrodniach niemieckich, partyzantach na Kamienniku, o stosunkach polsko – niemieckich, o śmierci kuzynów, o wejściu Rosjan, i wreszcie o opuszczeniu Drogini. Po wojnie Mama studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim leśnictwo. Co innego mogła studiować osoba wychowana w Drogini otoczonej lasami. Opowieści o życiu studenckim, o praktykach wakacyjnych w Białowieży  i innych wydarzeniach w tamtym czasie niestety nie zostały spisane. Po studiach Mama pracowała w urządzaniu lasów. Inwentaryzowała lasy na ziemiach odzyskanych. Opowiadała jak ich zespół mieszkał w jednym z opuszczonych domów a opalał sąsiednim domem.

W roku 1952 Mama wzięła ślub z Jerzym Skarżyńskim mgr. inżynierem budownictwa wodnego, a nie długo potem przyszedłem (Piotr Skarżyński)na świat. Zajmowała się mną Babcia Helena Kunachowicz, ale gdy urodziła się moja siostra, Babcia ogłosiła bunt i Mama zwolniła się z pracy zajmując się prowadzeniem domu i wychowywaniem nas. Kiedy już byliśmy starsi i zamieszkali w nowo wybudowanym bloku w Krakowie, Mama podjęła pracę w biurze projektów. Wykonywała projekty drenowania pól, wałów przeciwpowodziowych, stawów rybnych, jazów. Smak karpi ze stawów w Zatorze pamiętam do dziś. Projektowała obiekty dla Polskiej Akademii Nauk.  W okresie pracy w biurze projektów Mama urodziła swoje trzecie dziecko – syna Jana.  Pamiętam wspólne wyjazdy rowerowe, spływy kajakowe, piesze wędrówki po Tatrach i Beskidach. Kiedyś gdy staliśmy w kolejce do wyciągu narciarskiego w Spytkowicach Mama opowiadała że już jeździ tramwajem bez biletu z racji przekroczenia siedemdziesiątego roku życia. Stojąca w kolejce młoda kobieta zrobiła wielkie oczy i zapytała: „To Pani ma 70 lat?” Odpowiedź Mamy : Kiedyś miałam. Często jeździła do Biskupic Melsztyńskich na Dunajcem, gdzie zajmowała ogrodem i dworem. Była rodzinna ruchliwa i pogodna do końca życia. Doczekała się 6 wnuków: Michał, Paweł, Olga, Leszek, Andrzej i Zuzanna. Odeszła w roku 2024 w wieku 98 lat.

Piotr Skarżyński

Anna Maria Bzowska

Hania czyta przed Wigilią 2023 r Ewangelię św. Jana. w domu kuzynów Szesztay w Budapeszcie

Mowa pożegnalna na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie

Hania. Ciocia Hania. Dla francuskich przyjaciół Anà. Człowiek osobny. Niezależny. Starający się
żyć na własnych warunkach. Przez to bywała czasem niezrozumiana, może niekiedy nawet trudna…
Ale najważniejsze: mimo że nie zawsze komunikowała to w na ogół przyjęty sposób, była osobą
uwrażliwioną na – ogólnie i nieco patetycznie mówiąc – prawdę, dobro i piękno… Oj, zbyt
patetycznie powiedziane, a to nie w jej stylu…
Gdy tylko w młodości nadarzyła jej się okazja opuszczenia dusznego, opresyjnego dla niezależnych
duchów i siermiężnego PRL-u, wyjechała do Francji, gdzie mogła odetchnąć pełną piersią. Wybrała
jednak nie Paryż, a niewielkie malownicze Montmélian, miasteczko w Sabaudii w pobliżu
ukochanych gór. W ten sposób zyskała drugą Ojczyznę, w której spędziła połowę życia…
Korzystaliśmy z tego. Jak tylko mogła, pomagała wielu osobom z rodziny – a nawet spoza –
również doświadczyć „la belle France”, zapraszając je lub jakoś organizując pobyt.
Architekt. Niewiele znamy jej projektów, choć wiadomo, że ostatnią jej realizacją był – co
charakterystyczne – schron dla turystów wysoko w górach… Poznaliśmy jednak jej kolejne nieduże
mieszkanka, gdzie jej zmysł architektoniczny wyraźnie się przejawił. Wszystkie zaaranżowane
niewielkimi środkami, ale bardzo pomysłowo, funkcjonalnie, z dużym wyczuciem przestrzeni i
koloru.
Dobrą architekturą – i dawną, i współczesną (raczej tą skromniejszą, nie za bardzo monumentalną)
była do końca zainteresowana, zresztą wszystkimi sztukami wizualnymi, w tym sztuką naiwną, no i
przede wszystkim samą naturą – od najpośledniejszych roślinek, w tym górskich, do krajobrazów,
których piękno miała okazję podziwiać w różnych miejscach świata…
Osobna jej miłość to muzyka, ale nie każda. Najbardziej ta dawna – barok, a raczej jeszcze
dawniejsza czy tzw. „muzyka korzeni”. Po prostu wszystko to, co próbuje dotknąć samej istoty,
źródła, właśnie korzeni, po prostu zbliża się do Tajemnicy… Pewnie więcej wiedzą o tym jej
przyjaciele z grupy medytacyjnej.
W czasach „Solidarności” była we Francji, gdyby nie to, z pewnością jakoś by się tutaj
zaangażowała. Ale i tam włączyła się w organizowanie pomocy dla kraju i bardzo się interesowała
jego losami. Po powrocie do Polski nadal pilnie śledziła sprawy francuskie, ale oczywiście coraz
bardziej również tutejsze, a gdy trzeba było, czynnie włączyła się w obronę naszej demokracji. Była
m.in. aż do ubiegłego roku najstarszą chyba w województwie małopolskim obserwatorką w ramach
OKW, Obywatelskiej Kontroli Wyborów. Była też wolontariuszką w Fundacji „L’Arche” w
pobliskich Śledziejowicach.
Do końca żywy umysł, świetna pamięć, dosłownie połykane kolejne książki, ciekawość świata i
jego spraw…
Wiele jej zawdzięczamy, choć każdy może coś innego. Wspólne zainteresowania, wspólne
wyprawy, wspólne słuchanie muzyki, rozmowy…
Dziękujemy, Ciociu! Dziękujemy, Haniu!…

Julia Janota Bzowska

Wincenty Janota Bzowski




Stanisław Janowski
(1866 – 1942)
Biografia
Polski malarz, ilustrator i scenograf. Wykładowca w szkole dramatycznej w Krakowie, reżyser i dekorator teatralny. Żołnierz II Brygady Legionów. Drugi mąż Gabrieli Zapolskiej i brat malarki Bronisławy Rychter-Janowskiej. W latach 1882-1886 studiował w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych pod kierunkiem F. Szynalewskiego, I. Jabłońskiego i W. Łuszczkiewicza, a w 1887-1890 w Akademii monachijskiej u J. C. Hertericha i A. Liezen-Mayera. Po studiach zamieszkał w Krakowie, skąd kilkakrotnie wyjeżdżał do Włoch. W roku 1900 uczestniczył w studium plenerowym zorganizowanym przez S. Hollósy’ego w Nagybanya w Siedmiogrodzie. Od 1901 do 1910 był mężem pisarki i aktorki Gabrieli Zapolskiej, z którą w 1903 przeprowadził się do Warszawy, a w 1905 do Lwowa. Tam też w roku 1912 został mianowany profesorem Wolnej Akademii Sztuki. W czasie I wojny światowej służył w Legionach. Od 1921 roku stale mieszkał w Krakowie, skąd wyjechał w podróż do Tunisu (1921). Był członkiem TPSP w Krakowie i we Lwowie, TZSP w Warszawie i ZZPAP; wiele wystawiał.